Subscribe elementum semper nisi. Aenean vulputate eleifend tellus. Aenean leo ligula, porttitor eu, consequat vitae eleifend ac, enim. Aenean vulputate eleifend tellus.

[contact-form-7 404 "Nie znaleziono"]

Subscribe elementum semper nisi. Aenean vulputate eleifend tellus. Aenean leo ligula, porttitor eu, consequat vitae eleifend ac, enim. Aenean vulputate eleifend tellus.

[contact-form-7 404 "Nie znaleziono"]

Blog

seks, narkotyki & pop art

Czasami mam wrażenie, że można by ich nazywać Trójcą Świętą pop artu. On – Keith Haring, Andy Warhol i Jean-Michel Basquiat nie tylko byli połączeni sztuką lat 80. XX wieku, ale w pewnym momencie byli nierozerwalni, spotykając się w Studio 54 czy w Mudd Club. Homoseksualizm, seks, narkotyki, AIDS i znane osobistości. Ale nie tylko o to chodzi w pamiętnym, pełnym recesji Nowym Jorku. Chodziło o ukazanie sztuki, która zamknięta w galeriach i muzeach potrzebowała nowego objawienia. Każdy z wymienionych przyczynił się do jej rozwoju nie tylko dzięki nagłej śmierci artysty, ale przede wszystkim dzięki nietuzinkowemu podejściu do globalnej – dzisiaj zapewne nazywanej social-mediowej – sztuki. 

Ekscentryczni, na zewnątrz pełni sprzeczności, wewnątrz zdeterminowani do ‚uwolnienia’ artyzmu z objęć kuratorów, nie przejmowali się odrzuceniem. Co więcej, postanowili, że po swojemu przekształcą kulturalny świat i zostaną pop. To oni postanowili, że w buncie przeciwko braku możliwości przeniknięcia do elity ówczesnego światka powstanie ich własny awangardowy klub i gros galerii sztuki. 

Jednym z założycieli i pionierów owego ruchu był Keith Haring, który zaproponował, aby na 4 piętrze Mudd Club powstała nocna galeria, a w Klubie 57 odbywały się cykliczne wydarzenia artystyczne. Jednym z takich wydarzeń był First Annual Group Erotic and Pornographic Art Exhibition – przestrzeń dla punk-rockowego feminizmu, męskiego kabaretu, narkotyków, ale jednocześnie dla szerokorozumianej inwencji twórczej czy artystycznych performenców. Jak można się domyślić, dzięki temu przedsięwzięciu powstało miejsce do cowieczornych orgii, gdzie każdy znał każdego.

Pomimo erotycznych wybryków Keitha i jego zamiłowania do nowobogackiego stylu życia, należy podkreślić, że świadomie chciał, aby on sam, a co a tym idzie jego sztuka były rozpoznawalne ze względu na fakt, że gotowy był przedstawiać ją w sposób zrozumiały dla szerszej publiczności. Miał w sobie wiele z altruizmu i współczucia, które chciał wyrażać w postaci murali i plakatów zawierających jednoznaczne, ale i zabawne przesłanie dla odbiorcy. Nie potrzebował do tego (jak dziś) internetu, smartfonu czy telewizyjnej reklamy. Używał przestrzeni publicznej do rozprawiania się z dyskryminacją płciową, nierównością etniczną czy ogólnie pojętą niesprawiedliwością świata.

Nawet kiedy dowiedział się o swojej chorobie w wieku 29 lat postanowił, że przekuje tę wiedzę w jeszcze lepsze dzieła sztuki związane bezpośrednio lub symbolicznie z terminologią AIDS. 

Jak sam zakładał w rozmowie ze swoim biografem, jego ludziki w formie obrysów potrąconego na przejściu człowieka, prosta (komiksowa) kreska nie zostaną szybko zapomniane. I, co więcej, święcą triumfy po dziś dzień. Odzież, akcesoria, plakaty, elementy dekoracyjne – to wszystko jest wokół nas i nie traci terminu ważności. 

Zaledwie 31 lat – tyle trwał niewątpliwie zauważalny życiorys artysty, który zmarł w wieku 31 lat w wyniku komplikacji związanych z AIDS. Niemniej żył na tyle długo, by stać się ikoną pop-artowego świata i zostać zapisanym w historii obok Basquiata, Warhola, Madonny, Yoko Ono, Vivienne Westwood czy Grace Jones.

  • Keith Haring, Growing Plate, 1988.