Subscribe elementum semper nisi. Aenean vulputate eleifend tellus. Aenean leo ligula, porttitor eu, consequat vitae eleifend ac, enim. Aenean vulputate eleifend tellus.

[contact-form-7 404 "Nie znaleziono"]

Subscribe elementum semper nisi. Aenean vulputate eleifend tellus. Aenean leo ligula, porttitor eu, consequat vitae eleifend ac, enim. Aenean vulputate eleifend tellus.

[contact-form-7 404 "Nie znaleziono"]

Blog

niema syrenka

W Polsce pralnie samoobsługowe, w których można wyprać swoje rzeczy, gdy nie posiada się własnej pralki, nie mają długiej tradycji. W Stanach Zjednoczonych takie punkty można natomiast znaleźć w wielu miejscach i korzystają z nich nie tylko studenci. A dlaczego na stronie zajmującej się sztuką poruszamy temat prania? Bo, o czym dowiecie się za chwilę, pralnia może stać się przestrzenią, w której przypadkiem natkniemy się na przejaw niezwykle oryginalnej sztuki! 

Wyobraźmy sobie, że wchodząc z ulicy do samoobsługowej pralni z torbą pełną brudnych rzeczy, naszym oczom ukazuje się rząd równo ustawionych obok siebie pralek, a z niektórych wystają nie świeżo wyprane koszule czy naręcza skarpetek, lecz… syrenie ogony. Wejść do takiej pralni, a może lepiej się wycofać? Wejdźmy i dowiedzmy się, o co tu chodzi!

W 2018 roku Olivia Erlanger, artystka i kuratorka, wraz z właścicielkami Mother Culture (przestrzeni artystycznych działań), zamieniła jedną z pralni w Los Angeles w miejsce, gdzie codzienne życie spotyka się ze sztuką i to w najbardziej surrealistycznym wymiarze. Z otwartych bębnów wystawały „rzeczywistych” rozmiarów żółte i fioletowe syrenie ogony, które wprawiały klientów w absolutne zdziwienie. Przed wejściem nie znajdowała się bowiem żadna informacja, że odbywa się tutaj wystawa czy happening. „Ida” bo tak nazywała się ta przedziwna wystawa, w niezwykle ciekawy sposób przełamała granicę pomiędzy przestrzenią zwyczajną, jaką jest pralnia, a miejscem, gdzie eksponuje się sztukę. Tak oto, zupełnie niechcący, można było doświadczyć czegoś niezwykłego.

Skąd pomysł na syrenie ogony? Czy chodziło tylko o to, aby zaskoczyć niczego niespodziewających się klientów pralni? Jak to zwykle bywa w sztuce, dzieła nie są tylko tym, co widać na pierwszy rzut oka. Jednym z wątków, do którego należy się odnieść, jest baśń H. C. Andersena „Mała Syrenka”. Główna bohaterka, chcąc wyjść na ląd do swojego ukochanego, musiała wyzbyć się ogona. W magiczny sposób zyskała nogi, ale ceną tej transformacji była utrata głosu. Syrena w tym kontekście staje się dla artystki symbolem istoty, która ulega różnym przemianom pod naciskiem zewnętrznych czynników. Zwisający z pralki ogon sprawia, że inaczej patrzymy na Małą Syrenkę. Baśniową opowieść możemy odnieść bowiem do siebie samych, zastanawiając się, jak często rezygnujemy z czegoś w życiu i czy rzeczywiście przynosi nam to korzyść.

Ale Olivia Erlanger jest otwarta na różne interpretacje swoich prac. Wystające z pralek syrenie ogony, obiekty całkowicie surrealistyczne, mogą przywodzić na myśl inne skojarzenia lub, wręcz przeciwnie, nie kojarząc się absolutnie z niczym, mogą wywoływać w nas po prostu najzwyklejsze zdziwienie. Od tego także jest sztuka!